Foto: Adam Chełstowski /Agencja FORUM

Załączone do artykułu zdjęcie mówi wszystko, tutaj nie potrzeba angażować eksperta od mowy ciała, bo ciało Sławomira Mentzena aż krzyczy. Nie wnikając w szczegóły z całą pewnością można powiedzieć, że gdy cała partia klaszcze, to jej lider wyraża głęboką dezaprobatę. Gdy poznamy szczegóły sytuacja wydaje się jeszcze dziwniejsza, ponieważ Sławomir Mentzen, autor słynnej piątki Mentzena: “nie chce Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i Unii Europejskiej”, swoim ostentacyjnym zachowaniem kontestował wypowiedź partyjnego kolegi Grzegorza Brauna.

Najbardziej interesujące w tym wszystkim jest jednak to, że Grzegorz Braun powiedział prawie dokładnie to samo, co wcześniej mówił Mentzen:

Nie będą nas uczyć historii Niemcy i Żydzi. (…) nie będą naszych dzieci wychowywać i tolerancji uczyć dewianci. I nie będzie nam eurokołchozowa rada komisarzy tłumaczyła, jak mamy się rządzić we własnym państwie.

Dlaczego w takim razie Mentzen tak ostentacyjnie, w dodatku z pozycji lidera partii, zdyskredytował Brauna i jego wypowiedź? Odpowiedź na to pytanie nie jest specjalnie skomplikowana, choć wielowątkowa. Sławomir Mentzen to sprzedawca, czy jak kto woli człowiek od marketingu i promocji i gdy Konfederacja miała poparcie na poziomie 6% to sprzedawca oferował taki produkt polityczny, który kupowali stali klienci. Teraz Konfederacja ma około 12% i większość nowych wyborców przeszła z postępowych i europejskich partii: PO oraz Polska 2050. Dodatkowo sam Mentzen od wielu tygodniu próbuje się tłumaczyć i wymazywać swoją „piątkę”, tym samym nadać partii „ludzką twarz prawicy”, a Braun wszystko popsuł.

Ostatnim ważnym powodem zachowania Mentzena jest popsuta atmosfera wielkiego amerykańskiego „szoł”. Konwencja Konfederacji rzeczywiście miała rozmach i zupełnie inny wymiar, treść i formę, niż wcześniejsze występy Mentzena, Korwina-Mikke, czy Brauna. Nagle w tę amerykańską konwencję wszedł ubogi krewny i niczym chłop na weselu wypił maggi. Nowa prawda etapu stoi w absolutnej kolizji ze bohaterami i strażnikami partyjnych świętości, stąd konsternacja młodego sprzedawcy marzeń, który na ten etap ciężko pracował.

Gdy partie niszowe i antysystemowe zaczynają poszerzać swój zasięg, to zawsze borykają się z tym samym problemem, którym jest wiarygodność. Nie ma przypadku w tym, że cała sala biła brawo na stojąco po występie Brauna, przecież on wypowiedział kredo partyjne. Tak samo entuzjastycznie zareagowali wyborcy w Internecie. Stara gwardia usłyszała pieśń bojową, ale szkopuł w tym, że dla nowej klienteli, której Mentzen usiłuje sprzedać swój najnowszy produkt polityczny, taki przekaz jest nie zaakceptowania.

Dwie wyraziste postaci i skrajnie różne przekazy, w dość rozpaczliwy sposób próbował pogodzić szef sztabu Konfederacji Witold Tumanowicz:

Z naszej perspektywy konwencja była bardzo udana. Przyniosła wiele konkretnych rozwiązań programowych, a do tego była efektowna, przyciągała uwagę i zebrała mnóstwo pozytywnych reakcji od uczestników.

Przypomina to nieco dawne zachowania Pawła Kukiza, który z buntownika, antysystemowca i rockandrollowca stał się częścią system i zaczął śpiewać, jak wszystkie inne partie i politycy. Całą siłą Konfederacji była dotąd autentyczność, jaką prezentował Grzegorz Braun, czy Janusz Korwin-Mikke, jednocześnie ta spontaniczna polityka ograniczała możliwość pozyskiwania nowego elektoratu. Czy Mentzenowi uda się pogodzić te dwa żywioły? Póki idzie, to idzie, ale w pewnym momencie twardy elektorat może zobaczyć nowego Kukiza i wtedy nic już nie powstrzyma trendów spadkowych.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!