Foto: Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl

PKW podała oficjalnie wyniki wyborów, Jacek Sutryk zdobył 34,33% głosów, Izabela Bodnar 29,8%. Oznacza to, że we Wrocławiu odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich i będzie to pojedynek nie tylko pomiędzy kandydatami, ale aferami, jakie się za nimi ciągną. Z jednej strony wypada mieszkańcom Wrocławia współczuć, z drugiej sami sobie wybrali taki los i takich kandydatów w drugiej turze na prezydenta miasta. W podobnej sytuacji znajduje się Donald Tusk, który nie może sparafrazować swojego oświadczenia sprzed lat: „ja wam wójta nie wybierałem”.

Nie kto inny tylko sam Tusk, wbrew woli lokalnych działaczy KO i byłego prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, zdecydował o tym, że to Jacek Sutryk będzie kandydował w wyborach samorządowych. Przeciwniczką Sutryka jest świeżo narodzona gwiazda polityki lokalnej i centralnej polityki Izabela Bodnar. Pani Izabela teoretycznie przyszła znikąd, nigdy wcześniej nie angażowała się politycznie, przynajmniej nie korzystała z biernego prawa wyborczego, czyli nie kandydowała w wyborach. W 2023 roku niespodziewanie uzyskała mandat poselski startując z trzeciego miejsca listy Polska 2050 i pokonała zarówno kontrkandydatów z konkurencyjnych list, jaki i lidera wrocławskiej „Trzeciej drogi” Jacka Protasiewicza.

Takie cuda w polityce praktycznie się nie zdarzają i najczęściej spektakularne sukcesy wiąż się z banalnym wyjaśnieniem. Nie inaczej jest w przypadku Izabeli Bodnar, prywatnie żony Macieja B., biznesmena z branży śmieciowej oskarżonego o korupcję i fałszerstwa. Śledczy ustalili, że Macieja B. usiłował wręczyć 200 000 zł łapówki, w zamian za odstąpienie od kontroli Krajowej Administracji Skarbowej w jego firmach, ponadto miał fałszować dokumenty i faktury VAT. Na tym nie koniec, Bartosz B. młodszy brat Macieja B., czyli szwagier Izabeli Bodnar, jest z kolei oskarżony o wyprowadzanie pieniędzy z GetBack. Powiadają ludzie, że mąż i tym bardziej szwagier to nie rodzina, ale pani ewentualna prezydent Wrocławia tak łatwo na pięcie obrócić się nie może.

Po pierwsze pani Izabela przez wiele lat była pracownikiem firm męża i w dodatku prokurentem, co dawało jej prawo do reprezentowania spółek. Po drugie firmy męża i jej pracownicy to główni sponsorzy kampanii Polski 2050 i tym samym Izabeli Bodnar. Na liście donatorów funduszu Polski 2050 pojawiło się małżeństwo Bodnarów, ale też Benjamin Noga, Katarzyna Jeremicz, prywatnie siostra Izabeli Bodnar i Łukasz U., kolejny oskarżony. Wszyscy wymienieni są pracownikami spółek Macieja B. i to na wysokich stanowiskach. Przed wyborami parlamentarnymi całe towarzystwo wpłaciło około 200 000 zł, natomiast przed wyborami samorządowymi tylko małżeństwo Bodnarów wyłożyło 120 000 zł.

Do tej pory o tych sprawach szumiało jedynie miasto, ale przed drugą turą wyborów zaczęły szumieć media, głównie sprzyjające Donaldowi Tuskowi i Koalicji Obywatelskiej. Nagłośnienie przykrych dla kontrkandydatki okoliczności byłoby zapewne wielkim prezentem dla Jacka Sutryka, jednak niekoniecznie tak się stanie. Pan Sutryk na polityce „czystych rąk” Z pewnością kampanii nie zbuduje, wręcz przeciwnie, musi robić wszystko, aby tematów aferalnych unikać, ponieważ sam ma bogatą kolekcję.

Za ciągle aktualnym prezydentem ciągnie się tajemniczy zakup domu od prezesa klubu żużlowego „Sparta” Wrocław, dotowanego z miejskiej kasy. Prócz tego Jacek Sutryk zasiadał w radach nadzorczych spółek komunalnych na Śląsku. Jednak najgłośniejsza afera dotyczy dyplomu MBA, który Jacek Sutryk uzyskał na skompromitowanej uczelni Collegium Humanum. W tej sprawie prezydent Wrocławia przez wiele miesięcy nie potrafił się rzeczowo wypowiedzieć, a gdy podjął taką próbę, to poległ z kretesem i chyba jeszcze bardziej sobie zaszkodził.

Użytkownicy portalu „X” natychmiast zwrócili uwagę na daty dokumentów, umowa została zawarta 10 października 2019 roku, przelew nastąpił 22 kwietnia 2020, a dyplom został wystawiony 2 czerwca 2020 roku. Sutryk tłumaczył, że zgodnie z regulaminem mógł zapłacić do 30 kwietnia 2020 roku, ale społeczność portalu uznała, że to „fenomen” przy opłatach za studia jednoznacznie świadczący, jaką „fabryką dyplomów” była ta „uczelnia”.

Z przedstawionego zbioru faktów i okoliczności wynika dość jasno, że Wrocławianie nie mają bogactwa wyboru. Mogą zagłosować na kandydata KO powiązanego z kilkoma aferami albo na kandydatkę „Trzeciej Drogi”, która razem z rodziną jest łączona i z aferami i aktami oskarżenia. Niestety pretensje wrocławscy wyborcy mogą mieć tylko do siebie, bo to ich głosy zdecydowały o takim, nomen omen, „układzie” w drugiej turze.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!