Foto: Screen TVP Info

Redakcja PaytrzyMY.pl składa się z samych „dziadersów” i wszyscy mamy konserwatywne podejście do rzeczywistości zarówno rzeczywistej, jak i wirtualnej. Zdarzają się jednak takie sytuacje, które wymuszają wyjątkowe odejście od własnych przyzwyczajeń i przekonań, na rzecz oddania sedna sprawy. Taki wyjątek się przydarzył wczoraj, kiedy to redakcja TVP Info postanowiła strollować Donalda Tuska i aby zrozumieć, jak do tego doszło incydentalnie sięgniemy do biblii dziennikarzy i Internautów, czyli do Wikipedii.

Na początek przywołamy pierwotną definicję trollingu, która nie ma nic wspólnego z Internetem, no może z wyjątkiem sieci, ale w pełni odnosi się do wędkarstwa.

Trolling – metoda połowu ryb drapieżnych polegająca na ciągnięciu wędką przynęty na żyłce lub lince za łodzią. Ruch przynęty imituje ruch ryby i prowokuje do ataku. Przez pewien czas metoda była zakazana w Polsce, obecnie[kiedy?] dozwolona. Dozwolona też w niektórych krajach Skandynawii. Bardzo popularna przy połowie ryb morskich, skuteczna również w wodach śródlądowych. 

Widać wyraźnie, że wędkarski trolling to po prostu zachęcanie grubej ryby do połknięcia haczyka, na którym zawieszona jest przynęta. A jak wygląda trolling w Internecie?

O ile trollowanie określane jest obecnie jako zachowanie patologiczne i chuligańskie[8], wywodzi się ono z działania podejmowanego w usenecie wobec nowych użytkowników, mającego na celu ich zdyskredytowanie w oczach uczestników konkretnej grupy dyskusyjnej. Tego typu zachowanie cenione było przez grupy, a ofiarom, wobec których było ono zastosowane, czasami wysyłano akronim YHBT (you have been trolled), co oznacza powiadomienie osoby, że dała się podpuścić. 

Ostatnie zdanie z przywołanej definicji zawiera sens i esencję trollingu – dać się podpuścić. Wczoraj Donald Tusk odbył jedno ze swoich spotkań z wyborcami, na którym tradycyjnie i schematycznie odnosił się do oponentów politycznych i mediów publicznych. Z tego wystąpienia TVP Info wyjęła jeden fragment, który brzmiał wyjątkowo zaskakująco.

Doświadczeni użytkownicy Internetu od razu wiedzieli, że to musi być trolling, ale zwolennicy Donalda Tuska i sprzyjające mu media postanowiły zrobić wokół tego prostego zabiegu dużą aferę. W „Gazecie Wyborczej” i na innych portalach zaczęto pisać o manipulacji i na dowód przywoływano dłuższą wypowiedź Tuska, która rzeczywiście i oczywiście w pełnym kontekście brzmiała zupełnie inaczej.

Problem jednak polega na tym, że to najgorsza z możliwych reakcja na trolling i dokładnie o takie reakcje trollującym chodzi. Kiedyś mówiło się, że Kaczyńskiemu asystenci drukują Internet i być może tak było, ale pewne jest, że  Donaldowi Tuskowi, całej PO i mediom związanym z tą partią, asystenci powinni wydrukować instrukcję obsługi Internetu.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!