Foto: Lukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

Adam Niedzielski to fenomen w polskiej polityce i chociaż taka teza jest bardzo niebezpieczna dla autora, z uwagi na szereg negatywnych emocji, jakie budzi obecny mister zdrowia, to niestety jest potwierdzona licznymi dowodami. Trzeba zacząć od tego, że ten technokrata utrzymuje się na rozmaitych urzędach od 1996 roku, czyli od czasów, gdy premierem był Włodzimierz Cimoszewicz. Największą siłą Niedzielskiego, pozwalającą mu odnaleźć się w każdym nowym gabinecie politycznym, była anonimowość i nawet jak został szefem ZUS niewielu Polaków miało tego świadomość.

Wydawało się, że rok 2019 to szczyt możliwości i kariery Niedzielskiego, bo właśnie w tym roku ostał prezesem ZUS, ale gdy zaczęła się pandemia COVID-19 życie ofiarowało wiecznemu urzędnikowi jeszcze jeden awans. Łukasz Szumowski po całej serii afer z swoim udziałem zmęczył się wypełnianiem obowiązków ministra zdrowia i ustąpił z urzędu. Po krótkich spekulacjach medialnych miejsce Szumowskiego zajął Adam Niedzielski i niemal od pierwszego dnia stało się jasne, że będzie to minister nie tylko fatalny, ale pozbawiony jakiejkolwiek empatii i komunikatywności. Oschły sposób bycia i język ministra, który przypomina coś pomiędzy urzędniczą nowomową i grafomańskim słowotokiem, błyskawicznie doprowadziły do utraty anonimowości. Problem w tym, że na pewno nie o takiej rozpoznawalności marzył Niedzielski.

Adam Niedzielski swoim zachowaniem irytował coraz więcej ludzi i prowokował coraz to nowe konflikty. W nowej roli kompletnie sobie nie radził i do tego stopnia przestraszył się głosów krytyki, że wyłączył komentarze na portalu Twitter, co rzecz jasna przyniosło odwrotny skutek. Brak umiejętności poruszania się w świecie realnym i wirtualnym stał się przekleństwem ministra. Początkowo jego „styl” odpowiadał mediom, środowisku medycznemu i o dziwo opozycji, jako jedyny minister w rządzie PiS unikał krytyki i co więcej był chwalony przez wspomnianych, głownie za walkę z „szurami”. Z tego też powodu prezes PiS Jarosław Kaczyński postanowił oddać Niedzielskiemu „jedynkę” na liście w Pile. Miało to być rozwiązanie idealne, ponieważ z jednej strony Niedzielski został doceniony przez partyjne władze, a z drugiej oddelegowano go do „światłego” regionu wyborczego, który bynajmniej matecznikiem PiS nie jest, aby nie drażnił twardego elektoratu ze skrzydła wschodniego.

Niedzielski miał zrobić wynik w regionie słynącym z akceptacji wszelkich pomysłów i rozporządzeń z czasów pandemii i do pewnego momentu zapowiadało się, że to zadanie jest wykonalne. Niestety dla Niedzielskiego i na szczęście dla Polaków, pan minister odpalił swój ulubiony protokół: „jestem bogiem”. Po wprowadzeniu nieudanej korekty wypisywania recept, odezwały się pierwsze głosy protestów ze strony lekarzy i mediów sprzyjających opozycji. Niedzielski najpierw te glosy zlekceważył, potem postanowił postąpić z lekarzami i mediami, tak jak postępował z „płaskoziemcami” i to był jego olbrzymimi, a co ważniejsze nienaprawialny błąd.

Ujawnienie danych lekarza i leków, jakie sam sobie zapisał pan Pikula, rozpętało prawdziwą burzę i doprowadziło do zamiany ról. Od teraz to Niedzielski został „szurem” i „pisowskim aparatczykiem” prześladującym biednych lekarzy. W całej tej sprawie nie ma pozytywnych bohaterów, ponieważ wspominany lekarz co najmniej nieprecyzyjnie opisywał rzekome problemy z wypisywaniem recept, jednak w politycznym wirze takie „drobiazgi” się gubią. Sytuację próbował jeszcze ratować rzecznik Wojciech Andrusiewicz, ale z uwagi na fakt, że jest to postać równie nie lubiana i na dodatek arogancka, dolało to tylko oliwy do ognia.

Koniec końców sztab z Nowogrodzkiej zdecydował, że dawny „bóg” nie zasługuje na „jedynkę” w Pile. Niedzielski na to upokorzenie dotąd nie zareagował, ale sygnał do wyborców poszedł jednoznaczny. Skoro partia straciła zaufanie do swojego kandydata, to co ma sobie pomyśleć suweren. Wiele wskazuje, że to początek końca Niedzielskiego. Gdyby jakimś cudem udało mu się wejść do Sejmu to z tym wszystkim, co się za nim cięgnie byłby sporym obciążeniem dla ewentualnego rządu PiS, zatem jego szanse na utrzymanie stanowiska są mniej niż minimalne.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

1 KOMENTARZ

  1. @Autor
    “Największą siłą Niedzielskiego, pozwalającą mu odnaleźć się w każdym nowym gabinecie politycznym, była anonimowość…” – nope, nie anonimowość tylko właściwe pochodzenie etniczne, niestety od wielu lat jest to kryterium wiodące przy obsadzie “plskiego” rządu…