Foto: adt.pl

Większość nieszczęść i toksycznych emocji, które występują w życiu publicznym, wynika ze zderzenia skrajności. Skrajna prawica ściera się ze skrajną lewicą i bezlitośnie zgniata wszystko, co znajduje się pośrodku. Skrajna głupota walczy z nadętym przeintelektualizowaniem i nie pozostawia miejsca dla zdrowego rozsądku. Takie same zjawiska występują w grupach społecznych napakowanych ideologią połączoną z religią albo ateizmem wojującym. Ruchy proaborcyjne i pro-life to odwieczni wrogowie prowadzący wojnę totalną, w której nie bierze się jeńców, tylko dobija rannych.

Dla odmiany sama aborcja jest tematem nieśmiertelnym, powracającym cyklicznie i zawsze z takim samym skutkiem. Kompletnie zgrane argumenty po obu stronach, wypowiadane jak mantry nigdy i nikogo nie skłoniły do zmiany przekonań. Nie znaczy to, że w indywidualnych przypadkach takie zmiany nie zaszył, zdarzają się i na szczęście przeważnie mają jeden kierunek – dawni zwolennicy aborcji zaczynają dostrzegać co jest największą wartością, bez względu na to, na jakim etapie rozwoju się ta wartość znajduje. Niestety często jest to wynik osobistych, w tym traumatycznych doświadczeń i co więcej te sporadyczne przemiany mają niewielki wpływ na o ogólny obraz „świętej wojny”. Jatka trwa non stop i przy każdej nowej bitwie przekraczane są kolejne granice, które wydawały się nie do przekroczenia.

Moralnym i intelektualnym nieporozumieniem byłoby jednak poszukiwanie symetrii w przekraczaniu granic. Ruchy pro-life uzurpują sobie prawo do decydowania za innych, w skomplikowanych sytuacjach życiowych, za to ruchy proaborcyjne chcą bezgranicznej „wolności”, czyli bezkarnego pozbawiania życia najbardziej bezbronnych istot. Słyszeliśmy już wiele haseł bojowych: „zlepek komórek”, „moje ciało, moja sprawa”, „aborcja jest OK.”, „aborcja na życzenie”. Dotąd mało kto słyszał o aborcji selektywnej, jednak od paru dni to się zmieniło, za sprawą aktywistek z fundacji o wiele mówiącej nazwie – Aborcyjny Dream Team. Na popularnym portalu społecznościowym jedna z aktywistek pochwaliła się, że pomogła parze, o dziwo nie jednopłciowej, w przeprowadzeniu aborcji.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Kobiety w Sieci (@kobietywsieci)

Takie przechwałki nie są niczym nowym, ale w tym przypadku chodziło o ciążę bliźniaczą i uśmiercenie jednego płodu, czyli dokładnie o aborcję selektywną. Tylko w jednym kraju europejskim, znanym z innych barbarzyństw, jak choćby eutanazja na życzenie, wykonuje się podobne „zabiegi” i oczywiście chodzi o Holandię. W Polsce aborcja jest dozwolona w ściśle określonych warunkach, gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa (gwałtu) i gdy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu matki. Zagrożenie zdrowia jest rozszerzone i dotyczy także zdrowia psychicznego, co oznacza, że możliwa jest aborcja przy ciężkim uszkodzeniu płodu. Wszystkie pozostałe zabiegi uznawane są za przestępstwo, ale nie są ścigane ciężarne tylko lekarze i osoby pomagające w popełnieniu przestępstwa. Oznacza to, że aktywistka Justyna Wydrzyńska z Aborcyjnego Dream Teamu publikując na Instagramie informację o udzieleniu pomocy przy aborcji selektywnej złożyła donos na siebie i lekarza albo cynicznie manipuluje, żeby zdobyć sławę i pieniądze dla swojej organizacji.

Zdecydowanie bardziej prawdopodobny jest ten drugi wariant, bo aborcyjne aktywistki doskonale znają prawo aborcyjne, w końcu z tego żyją, a skoro tak jest, to zawsze rodzi się dylemat. Czy przemilczeć te brudne kampanie i osoby w nich uczestniczące, aby nie pomagać im w realizacji celu? Czy pokazywać palcem i przestrzegać przed ich działalnością? Pierwsza opcja jest czystą teorią, w praktyce niemożliwą do spełniania, także dlatego, że takie organizacje mają olbrzymie wsparcie mediów. Siłą rzeczy pozostaje druga opcja i w jej ramach wypada przedstawić cały „dream team” poszukujący rozgłosu. Kinga Jelińska, Natalia Broniarczyk i Justyna Wydrzyńska to osobopostaci, które chciałby bezkarnie zabijać na życzenie i promować zabijanie selektywne.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!