Foto: https://x.com/Graffiti_PN

Powołanie Waldemara Żurka na Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego było sporym zaskoczeniem, ale bardzo szybo pojawiła się dominująca interpretacja tej brawurowej decyzji Donalda Tuska. Po dymisji Adama Bodnara, który zawiódł oczekiwania najbardziej fanatycznego elektoratu Koalicji Obywatelskiej, Tusk swoim zwyczajem postawił na propagandę sukcesu i ten sukces miał mu zapewnić „szeryf” Waldemar Żurek.

Były sędzia doskonale się do tej roli nadawał, po pierwsze uchodził za ofiarę „reżimu PiS”, po drugie znany był z politycznego zaangażowania i po trzecie uchodził za twardziela, który nie przestraszył się Zbigniewa Ziobry i z tymże zrobi w końcu porządek. W pierwszych tygodniach urzędowania rzeczywiście wyglądało to nieźle, w przeciwieństwie do poprzednika Adama Bodnara i wielu innych ministrów, Żurek bardzo oszczędnie pojawiał się w mediach i na dodatek w ogóle nie korzystał z mediów społecznościowych. Nietypowe zachowanie wywołało popłoch w szeregach największej partii opozycyjnej, bo były to wyraźny sygnał, że nowy minister chce się skupić na konkretnych zdaniach, w tym rozliczeniu polityków PiS, a nie na medialnych spektaklach.

Szybko się jednak okazało, że Waldemar Żurek nie jest żadnym wyjątkiem i po małej kwarantannie ruszył z kopyta do mediów tradycyjnych i do mediów społecznościowych. Minister wyskakiwał z przysłowiowej lodówki i jeszcze zaangażował się w produkcję filmików, co przeważnie wychodzi politykom beznadziejnie i żenująco. Tak też wyszło i tym razem, widzieliśmy Żurka jedzącego żurek, rąbiącego drwa, przebywającego w kojcu razem z psem i wiele innych krótkometrażowych tragikomedii. Cała ta produkcja była wymierzona w przeciwników politycznych, głównie w Zbigniewa Ziobrę, ale też w prezydenta Karola Nawrockiego. Przez pierwsze dwa, trzy miesiące, fanatyczny elektorat pod szyldem „Silni Razem” nawet się dobrze bawił, ale z czasem było coraz gorzej, aż doszło do totalnej kompromitacji, gdy Zbigniew Ziobro najpierw uciekł na Węgry i potem do USA.

Po drodze Waldemar Żurek zaliczył jeszcze kilka spektakularnych porażek, wybór nowych sędziów TK, wybór nowych członków KRS na starych „niekonstytucyjnych” zasadach zapisanych w ustawie PiS, do tego doszły mniejsze i większe incydenty kompromitujące ministra. Stało się jasne, że ministerialny los Waldemara Żurka wisi na włosku, a w mediach pojawiła się fala komentarzy wieszcząca dymisję. W krytycznej sytuacji „szeryf” postanowił przejść do kontrofensywy, publicznie zaatakował prezydenta Karola Nawrockiego i pogroził prezydentowi Trybunałem Stanu. Do prokuratury wezwał szefa TV Republika Tomasza Sakiewicza, podejrzewając go o udzielenie pomocy Zbigniewowi Ziobro. Odgrażał się też politykom w USA i uprzedzał, że amerykańska opinia publiczna będzie miała pełną wiedzę o defraudacjach, jakich miał się dopuścić Ziobro.

Innym istotnym elementem kontrofensywy są wizyty w mediach i taką wizytę Waldemar Żurek złożył dziś stacji Polsat News. W programie „Graffiti” minister odpowiadał na pytania redaktora Marcina Fijołka, ale to w jaki sposób odpowiadał na pewno mu nie pomogło wyjść z kryzysu:

Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny obiecuje odnalezienie i ściągnięcie do Polski Zbigniewa Ziobro, ale nie ma pojęcia, gdzie go szukać. Nieśmiertelne odwołanie do dorobku Stanisława Barei nasuwa się samo. Towarzysz Jan Winnicki też był gwiazdą polityki i wydawał się niezatapialny, ale w końcu trafił do ambasady w państwie na „H”. Waldemar Żurek w „Graffiti” odegrał podwójną rolę, najpierw jako Stanisław Anioł błysnął erudycją i wskazał Ohio jako państwo na „H”, a w konsekwencji został Janem Winnickim, który zostanie oddelegowany do Hondurasu, bo do sądu nie ma powrotu.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

1 KOMENTARZ

  1. Przykro mi, ale dosłownie na ambasadora nie dostanie nominacji od Pana Prezydenta.

    Różnica między 15 tysięcy a 2 tysięcy amerykańskich żołnierzy jest ogromna wręcz strategiczna, a wojsko amerykańskie w Polsce nie stacjonuje po to żeby rozbić unię europejską, ani główny ani boczny cel.

    Wojsko amerykańskie stacjonuje też w Niemczech Włoszech czy Hiszpanii i nie ma to na celu rozbicia UE. Polska jest położona strategicznie w Europie i buduje potężną armię lądowa, dla Amerykanów to duża zaleta żeby w razie konfliktu mieć tu swoją dywizje z którą razem będą działać największe w Europie wojska lądowe. Ale oczywiście na siłę nie będą się pchać.
    Jest szansa żeby w Polsce na stałe była dywizja amerykańska, a oni się szykują do do wielkiej wojny w Azji z Chinami. Jak do niej dojdzie za 2-4 lata, mając tu dywizje amerykańska na stałe dostaniemy potężne wsparcie wywiadowcze lotnicze i artylerii. No i psychologiczne, bo to jednak atak na siły amerykańskie
    Mają dużą motywację żeby umieścić tu dywizje na stałe, ale na siłę nie będą się pchać…