Foto: Screen / Kanał Zero

Jakie było najbardziej gorące krzesło ministerialne w dziejach III RP? Większość polityków, ale też wyborców, bez pomocy sztucznej inteligencji i internetowej wyszukiwarki z pewnością odpowiedziałaby, że krzesło ministra zdrowia, co jest poprawną odpowiedzią. Jednak niekoniecznie tak to wygląda w przypadku Donalda Tuska i całej PO/KO, bo podczas ich rządów najczęściej wymieniali się ministrowie sprawiedliwości. W sumie PO/KO było i jest u władzy przez 10 lat, w tym czasie Ministerstwo Sprawiedliwości miało następujących szefów: Zbigniew Ćwiąkalski, Andrzej Czuma, Krzysztof Kwiatkowski, Jarosław Gowin, Marek Biernacki, Cezary Grabarczyk, Borys Budka, Adam Bodnar, Waldemar Żurek.

Gdyby dopisać do tej listy Donalda Tuska, który dwukrotnie pełnił funkcję ministra sprawiedliwości podczas kilkudniowych wakatów i pięciodniowy epizod Ewę Kopacz, to w sumie mamy 10 ministrów sprawiedliwości. Oznacza to, że średnio co roku następuje zmiana, chociaż tej średniej przeczą kadencje Andrzeja Czumy (273 dni) i Cezarego Grabarczyka (220 dni). Zupełnie inaczej wygląda to w przypadku PiS, które w czasie swoich dziesięcioletnich rządów miało tylko dwóch ministrów: Zbigniewa Ziobrę i Marcina Warchoła. Podobieństwo jest tylko w tym, że Jarosław Kaczyński, tak jak Donalda Tusk, również dwukrotnie pełnił funkcję ministra podczas rekonstrukcji rządu. Tak, czy inaczej absolutnym rekordzistą jest Zbigniew Ziobro, który był ministrem przez prawie 10 lat, z kolei najkrótszy staż ma za sobą Marcin Warchoł (16 dni).

Ostania wydarzenia układają się w dobrze znany scenariusz, ale nie ten napisany przez PiS i Zbigniewa Ziobrę, tylko ten autorstwa Donalda Tuska. Adam Bodnar był ministrem bez żadnego zaplecza i po dość entuzjastycznym przyjęciu zderzył się z ścianą oczekiwań radykalnych wyborców Koalicji Obywatelskiej. Pomimo tego, że Bodnar łamał prawo, choćby w przypadku powołania Prokuratora Generalnego i działał na granicy prawa, jego aktywność była oceniania jako „miękkie podejście do rozliczeń” i pod presją wyborców Donald Tusk bez skrupułów zdymisjonował Adama Bodnara. Wybór Waldemara Żurka jeszcze mocniej rozbudził wyobraźnię i apetyty fanatycznych zwolenników rozliczeń poprzedniej władzy. Żurek był kojarzony z „niezłomnym wojownikiem” i „ofiarą reżimu PiS”, dodatkowo miał bardzo silą osobistą motywację połączoną z chęć zemsty, bo rzeczywiście w czasie rządów PiS znalazł się na „krótkiej liście”.

Rzeczywistość jak zwykle zweryfikowała ambitne oczekiwania i plany. Początkowo Waldemar Żurek zbierał owoce pracy Adama Bodnara, dzięki temu mógł niemal hurtowo produkować zarzuty i akty oskarżenia w dziewięćdziesięciu, czy nawet w stu procentach przygotowanych przez poprzednika. Znacznie gorzej to wyglądało na odcinku „przywracania praworządności”, tutaj nie udawało się praktycznie nic, jednak wszystko miało się zmienić po wyborze Rafała Trzaskowskiego na Prezydenta RP. Taki wybór nastąpił, ale tylko na dwie godziny i „prezydent” nie zdążył podpisać żadnej ustawy zmieniającej składy: Trybunału Konstytucyjnego, KRS, czy Sądu Najwyższego. W desperacji Waldemar Żurek zaczął mnożyć plany „B”, „C” i „D”, jednak żaden wariat nie zakończył się sukcesem. Wybór sędziów do TK zamiast zmiany przyniósł podtrzymanie chaosu, a groteskowe „ślubowanie”, przed notariuszem i postkomunistą Włodzimierzem Czarzastym, wywołało powszechne zażenowanie.

Prawdziwa katastrofa nastąpiła parę dniu temu, gdy poszukiwany Zbigniew Ziobro przeniósł się z Węgier do USA. Żurek już wcześniej zbierał solidne cięgi za to, że pozwolił wyjechać Ziobrze na Węgry, ale po tym jak obiecał wyborcom i Donaldowi Tuskowi, że przywiezie wroga numer jeden „w bagażniku”, a finalnie Zbigniew Ziobro ośmieszył cały rząd koalicyjny, czara goryczy mogła się przelać. Od wczoraj media publikują rozmowy z „chcącymi zachować anonimowość” politykami KO i przeważa jedno bardzo znane hasło: „Donald się wciekł”. Nie trzeba się też domyślać na kogo Donald Tusk się wciekł, bo „anonimowi rozmówcy” mówią wprost, że to Waldemar Żurek jest na celowniku. Pewnie jeszcze nie teraz, na świeżo po triumfie Zbigniewa Ziobry, co dostarczałby dodatkowej satysfakcji byłemu ministrowi, ale w najbliższych miesiącach Waldemar Żurek będzie coraz mocniej podskakiwał na gorącym krześle, by ostatecznie z niego wyskoczyć.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!