W październiku 2017 roku znany dziennikarz Piotr Najsztub potrącił przechodzącą przez pasy 77-letnią kobietę. Najsztub nie posiadał prawa jazdy, a samochód, który prowadził nie miał aktualnych badań technicznych. Potrącona kobieta doznała licznych obrażeń, najcięższe z nich to połamane żebra i kość czaszki. Ofiara wypadku została odwieziona do szpitala, ale pomimo udzielonej pomocy zmarła.
Piotr Najsztub w wywiadzie udzielonym Kędzierskiemu i Wojewódzkiemu, tak tłumaczył swój udział w tej tragedii:
Ta pani nie żyje, ponieważ, kiedy ją potrąciłem, zabrano ją na badania i wykryto u niej zaawansowanego raka jelita grubego. Umarła na raka jelita grubego. Nie przyczyniłem się w żaden sposób do jej śmierci.
Sprawa musiała trafić do sądu i trafiła, obecni na miejscu zdarzenia policjanci uznali winę kierowcy i złożyli wniosek o ukaranie do Sądu Rejonowego w Piasecznie. W 2018 r., sąd po zapoznaniu się z materiałem dowodowym uznał, że wina jest oczywista i dlatego w trybie zaocznym nałożył na kierującego karę grzywnę w wysokości 6000 zł, ponadto obwiniony miał wypłacić pokrzywdzonej 10 000 zł rekompensaty za doznaną krzywdę i został obciążony kosztami postępowania w kwocie 5942,02 zł. Po wniesieniu zażalenia wyrok przez ten sam Sąd Rejonowy w Piasecznie został zmieniony i to w szokujący sposób, co wywołało olbrzymie oburzenie opinii publicznej. Piotr Najsztub został uniewinniony w pierwszej instancji, a Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał wyrok, który tym samym się uprawomocnił. W uzasadnieniu sąd posłużył się taką oto wykładnią i argumentacją: „To nie jest tak, że bycie osobą pieszą zwalnia (…) od zachowania szczególnej ostrożności”.
Od wczoraj w mediach i na forach internetowych trwa ożywiona dyskusja na temat innego zdarzenia drogowego z udziałem ministra Waldemara Żurka. Minister był gościem popularnego podcastu „Duży w Maluchu” i w czasie rozmowy z Filipem Nowobilskim omal nie przejechał kobiety, która przechodziła przez pasy, na co od razu zwrócił uwagę gospodarz programu.
Minister Sprawiedliwości Waldemar Żurek
przyłapany na wykroczeniu ❗
Nie przepuścił pieszej na przejściu.
🎥YT/Duzy w Maluchu pic.twitter.com/DM8Tmjtsxv— StopCham (@Stop_Cham) January 26, 2026
Pierwsza reakcja Waldemara Żurka była charakterystyczna dla osób ze świecznika, wbrew faktom usłyszeliśmy z ust ministra, że „pani była jeszcze daleko”. Tymczasem zgodnie z art. 13 pkt 1a Prawa o ruchu drogowym: “pieszy wchodzący na przejście dla pieszych ma pierwszeństwo przed pojazdem, z wyłączeniem tramwaju”. Nie udzielenie pierwszeństwa pieszemu w takiej sytuacji grozi mandatem w wysokości 1500 zł i 15 punktami karnymi. Wprawdzie Waldemar Żurek publicznie oświadczył, że sprawę powinna ocenić Policja, ale skojarzenie z bulwersującą sprawą Piotra Najsztuba nasuwa się samo. Internauci już gorzko kpią, że za chwilę przejście dla pieszych okaże się „neozebrą”, natomiast sama piesza „neopieszą” i tym samym wykroczenie należy uznać za nie byłe. Oprócz żartów, istnieją też mocne podstawy faktyczne, aby uznać taki scenariusz za prawdopodobny.
W 2018 roku ówczesny sędzia i obecny minister wyszedł z toalety sądowej wprost pod maszynę sprzątającą. Krążące w Internecie nagranie jednoznacznie potwierdza, że Waldemar Żurek ewidentnie nie zachował żadnej ostrożności, wzrok miał wlepiony w telefon, a po „wypadku” po prostu odszedł bez najmniejszego szwanku na zdrowiu. Z tego groteskowego incydentu Waldemar Żurek najpierw zrobił aferę polityczną, później domagał się w sądzie odszkodowania, na szczęście bez powodzenia. Równie żenująca, co bezczelna była też próba odwrócenia uwagi od naruszenia przepisów ruchu drogowego przez ministra, który razem z nielegalnym Prokuratorem Krajowym Dariuszem Kornelukiem zorganizował konferencję poświęconą zaostrzeniu kar dla piratów drogowych. Dlatego po ministrze sprawiedliwości i „wymiarze sprawiedliwości” można spodziewać się wszystkiego, co ze sprawiedliwością nie ma nic wspólnego.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!








