Foto: East News / ALEXANDER NEMENOV

W kuluarach Unii Europejskiej toczą się polityczne rozmowy, które dotyczą rosyjskich aktywów zabezpieczonych w ramach sankcji nałożonych przez UE. Wartość objętych sankcjami: jachtów, willi, depozytów oligarchów i rezerw rosyjskiego banku centralnego według Komisji Europejskiej ma opiewać na 300 miliardów euro. Zupełnie inną kwotę podają najbardziej zainteresowani, czyli rosyjscy oligarchowie, którzy na sankcjach stracili najwięcej i według nich jest to 21 miliardów.

Szacunki Komisji Europejskiej różnią się tak znacznie od kwoty podawanej przez oligarchów, między innymi dlatego, że komisji nie udało się ustalić, gdzie dokładnie znajdują się rezerwy rosyjskiego banku centralnego i konta oszczędnościowe bojarów Putina. Pomimo tego Unia chce dzielić skórę na rosyjskim niedźwiedziu i coraz głośniej mówi się o tym, że domniemane fundusze będą przekazane na odbudowę Ukrainy. Dodatkowy problem polega na tym, że gdyby nawet udało się odnaleźć rosyjskie depozyty, to jeszcze trzeba pokonać przeszkody prawne.

Unia Europejska ma wyjątkowe predyspozycje do tworzenia oryginalnych nazw i tak jest też w przypadku poszukiwania 300 rosyjskich miliardów. Akcji nadano kryptonim „Mapa rosyjskich pieniędzy”, niestety poza szumnymi nazwami UE słynie także z niewydolności i nieudolności. Póki co KE nie odnalazła jednego euro, chociaż w pewnym monecie przedstawiła wstępny plan nakładania kar na państwa członkowskie, które nie zechcą przekazać informacji, czy w ich bankach przechowywane są rosyjskie rezerwy. Przeciw temu zaprotestowało kilkanaście rządów państw i projekt upadł.

Gdy pierwsze podjęte działania okazały się fiaskiem, UE sięgnęła po inne ulubione narzędzie, czyli apelowanie. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, regularnie apeluje i powtarza, że Władimir Putin razem z oligarchami musi zapłacić za wywołanie konfliktu na Ukrainie. Wśród państw, które widzą w tych apelach rzeczywisty plan działania znajdują się: Polska, Łotwa, Litwa i Estonia Mniej naiwni wskazują na szereg przeszkód powodujących, że realna egzekucja staje się niemal niemożliwa, ponieważ wyśledzenie rosyjskich rezerwy poza granicami Rosji, to nie jest kwestia odwiedzenia skarbców banków narodowych, takich jak: NBP, Bank Anglii czy Banque de France.

Rosyjskie depozyty z bardzo dużym prawdopodobieństwem znajdują się w bankach komercyjnych i co najważniejsze ciężko je będzie przypisać do banku centralnego w Moskwie, bo Rosja do łatwowiernych państw nie należy i całą pewnością zadbała o to, żeby przelewy nie zdradzały nadawcy.

Optymiści z kolei wskazują, że w przeszłości dochodziło już do podobnej konfiskaty, co jest prawdą, ale to była wyjątkowa operacja i dość prosta technicznie. Dokładnie chodzi o to, co w 2003 roku zrobił Departament Skarbu USA, który skonfiskował część majątku Saddama Husajna. Było to możliwe w zupełnie innych warunkach prawnych i politycznych, dość przypomnieć, że Husajn został obalony i skazany. W przypadku Rosji nie chodzi o świnkę skarbonkę jednego Putina, ale rezerwy banku centralnego i całej grupy oligarchów, którzy z ukrywania dochodów żyją.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!