Ciężko byłoby znaleźć z Polsce kogoś, kto nie słyszał o „neosędziach” i „nieistniejących wyrokach”, ale bez ryzyka można postawić duże pieniądze na to, że zdecydowana większość nie wie skąd się to wszystko wzięło, chociaż mogła też słyszeć o wadliwie powołanej KRS. Histeria jaka wybuchła po 2015 roku, gdy poprzedni rząd i koalicja podjęli próbę zreformowania wymiaru sprawiedliwości, doprowadziła do jednego wielkiego chaosu i całej serii paradoksów. Skutek jest taki, że tylko prawnicy, politycy, dziennikarze i co bardziej ambitni obserwatorzy polskiej sceny politycznej, potrafią się w tych gęstych oparach absurdów poruszać i dostrzec powiązanie pomiędzy „neosędziami” i KRS.
W grudniu 2017 roku Sejm uchwali nową ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa, warto w tym miejscu dodać, że Trybunał Konstytucyjny zapisy poprzedniej ustawy uznał za niekonstytucyjne i w dodatku działo się to przed objęciem władzy przez „Zjednoczoną Prawicę”. W marcu 2018 roku Sejm powołał nowy skład KRS i z tą chwilą wszyscy sędziowie, którzy zostali ocenieni przez Radę, a następnie powołani przez Prezydenta RP stali się obiektem ataków opozycji oraz środowisk prawnych, medialnych i eksperckich związanych z opozycją. Dokładnie w tym czasie powstał też stygmatyzujący neologizm „neosędzia”. Ówczesna opozycja wpadła na ten szatański pomysł działając według schematu „obrony konstytucji”.
Mocą prawnych autorytetów uznano, że ustawa o KRS jest niekonstytucyjna i autorytetom wcale nie przeszkadzało, że Trybunał Konstytucyjny tego nie stwierdził. Przełom nastąpił w 2019 roku po wyroku TSUE, a raczej po nadinterpretacji tego wyroku, bo TSUE nie orzekł, że sędziowie powołani przez nową KRS nie są sędziami, jak również nie zakwestionował wydawanych przez tych sędziów orzeczeń. TSUE wskazał jedynie, że KRS „może nie dawać wystarczających gwarancji niezależności od władzy ustawodawczej i wykonawczej”. W 2026 roku ten sam TSUE doprecyzował poprzednie orzeczenie i stwierdził, że: „udział KRS w procesie wyboru sędziów nie oznacza automatycznie braku niezależności sędziego”. Jeśli się komuś wydaje, że to już koniec zwrotów akcji i paradoksów, to się głęboko myli, „najlepsze” wydarzyło się w ostatnich tygodniach.
16 kwietnia Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepisy ustawy o KRS dotyczące weryfikacji i zgłaszania sędziów do Rady są niezgodne z Konstytucją RP. 12 maja 2026 roku Trybunał Konstytucyjny wydał postanowienie o zabezpieczeniu (sygn. akt K 7/26), w którym wezwał Sejm do powstrzymania się od wyboru sędziowskich członków Krajowej Rady Sądownictwa do czasu wydania ostatecznego orzeczenia. Jedno i drugie orzeczenie jest wynikiem skargi, jaką złożyli posłowie PiS na zapisy własnej ustawy, którą za niekonstytucyjną uznawała też obecna władza. Pomimo zabezpieczenia dziś Sejm powołał nową radę, na mocy tej samej ustawy, kwestionowanej już przez obie strony sporu konstytucyjnego i sam TK. W głosowaniu nie wzięli udziału posłowie PiS, z kolei posłowie Konfederacji byli przeciw, co znów zaowocowało paradoksem, bo absencja posłów opozycyjnych pozwoliła spełnić wymóg 2/3 głosów koniecznych do przyjęcia ustawy.
Wisienką na tym torcie zbudowanym z absurdów jest to, że koalicja rządząca na członka KRS wybrała znienawidzonego Łukasza Piebiaka kojarzonego z PiS i tak zwaną „aferą hejterską”. Najważniejsze jest jednak coś innego, co lata temu zdefiniował Marek Kuchciński skrótem TKM (Teraz Ku..a My). Nowa władza wybrała nową KRS dokładnie według tych samych zasad i na mocy tej samej niekonstytucyjnej ustawy. Różnica jest tylko taka, że część zapisów ustawy rzeczywiście została uznana za niekonstytucyjne przez właściwy organ, czyli Trybunał Konstytucyjny, a nie przez dyżurne autorytety prawne. Czy to już koniec paradoksów? Niekoniecznie, na razie nikt nie wie, czy „neosędziami” będą nadal sędziowie powołani w czasach rządów PiS, czy też dołączą do nich nowi sędziowie powołani przez niekonstytucyjną nową KRS. Dla ambitnych pozostaje rozwiązanie jeszcze jednej zagadki! Kto i dlaczego nie będzie uznawał nowej KRS, kto i dlaczego nie będzie uznawał starej KRS?
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!









Minister finansów zrobił “bypass prawny” ponieważ jego działania spowodowałyby przekroczenie możliwego deficytu