Foto: mnp.art.pl

Podziały w społeczeństwie to nie jest żadna polska specyfika, co wielokrotnie starano nam się wmawiać, podobnie jak wiele innych grzechów, które rzekomo są typowe polskie. Pijany jak Polak, kradnie jak Polak, zawistny jak Polak, głupi jak Polak i inne stereotypy są powielane również przez samych Polaków. Podziały społeczne są absolutnie naturalnym zjawiskiem nie tylko w polityce, ale w ogóle w tak dużych populacjach zawsze występuje różnica zdań na każdy temat. Nawet strukturach, gdzie obowiązuje hierarchia, takich jak wojsko, czy zakon, istnieją podziały. Problem pojawia się wówczas, gdy różnice są tak głębokie, że zamieniają się w dezintegrację wspólnoty.

Zasada dziel i rządź, to już nie jest stereotyp na temat Polski i Polaków, ale stały element politycznego krajobrazu, który odzywa się zawsze, gdy pojawiają się wyzwania wewnętrzne lub zewnętrzne. Nie inaczej wygląda to w ostatnich dniach zarówno w odniesieniu do SAFE, jak i konfliktu na Bliskim Wschodzie. Jedno i drugie ma ścisły związek z naszym bezpieczeństwem, ale bezpieczeństwo wcale nie jest osią sporu, bo oś sporu to antypatie polityczne oraz narodowościowe. W przypadku SAFE doszło do podziału po linii partyjnej, głównie tej najbardziej nużącej zwanej POPiS, potem dołączyła Konfederacja ze Sławomirem Mentzenem na szpicy. Krzywdzącym byłoby stwierdzenie, że w tej polemice nie padały rzeczowe argumenty, było ich wręcz za dużo, w tym sensie, że wszystkie strony dzieliły włos na czworo i do tego podporządkowywały argumentację politycznym interesom.

W takich warunkach nie da się utrzymać części wspólnej, która powinna być odwiecznym kierunkiem naszych projektów. Można się spierać o to jak, ale nie powinno być sporu co do tego, kto i komu. Jeśli nie było porozumienia w kwestii podstawowej, że to Polska powinna mieć kontrolę na zakupami i długiem, co zawsze jest narzędziem kontroli i presji, to różnica zdań zamienia się dezintegrację godzącą w podstawy państwa. Takie błędy wielokrotnie prowadziły Polskę na skraj przepaści i wszyscy je znamy z lekcji historii, ale niczego się nie nauczyliśmy. Oddanie naszych spraw w obce ręce jest grzechem śmiertelnym i skoro nie potrafimy uniknąć takich grzechów, to budujemy sobie piekło nad Wisłą.

Konflikt na Bliskim Wschodzie teoretycznie nie jest naszą sprawą, mimo to teoria bardzo szybko przeszła w dobrze znaną praktykę. Od pierwszej sekundy uruchomiły się atawizmy, kto nienawidzi Izraela zakochał się w Iranie, no i jeszcze koniecznie trzeba było coś zrobić z USA. Coraz bardziej prymitywne spektakle Grzegorza Brauna i jego wesołej ekipy zrobiły wiele zamieszania, ale to mimo wszystko jest margines. Większość Polaków nie zakochała się w ajatollahach odpowiedzialnych za terroryzowanie własnego narodu i całego świata, ale znów zapomnieliśmy, że w połatanych portkach świata nie zawojujemy. Rykoszetem oberwały USA, jedyny sojusznik, który nie sprowadził swoich gwarancji do deklaracji spisanych na papierze czerpanym, tylko przysłał do Polski swoich żołnierzy, na wypadek „W”.

Czy wszystkie decyzje polityczne i militarne USA muszą się Polakom podobać? Czy każdy Polak musi podziwiać Donalda Trumpa, którego „styl” da się opisać jednym słowem –kabotyństwo? Nie ma takiego obowiązku, ale pogonienie z Polski amerykańskich żołnierzy, bo Donald Trump jest groteskowy i poszedł z Izraelem na Iran, to znów grzech śmiertelny. Bardziej kabotyńskie i groteskowe jest bojowe hasło: „wstańmy z kolan, Polska sama się obroni”, to wypisz, wymaluj archiwalne „nie oddamy ani guzika”. Gdybyśmy uruchomili 100 SAFE nie mamy cienia szans na to, żeby się obronić przed atakiem nuklearnego imperium Putina. Podziały społeczne nas nie zabiją, ale głupota narodowa owszem!

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

2 KOMENTARZE

  1. Gdyby Polska była członkiem US Nuclear sharing, amerykańskie bomby byłyby magazynowane w Polsce i przenoszone przez polskie samoloty.

    Francja domaga się, żeby Polska od nich wzięła elektrownię atomową i dostaniemy ich nuclear sharing. Koszt budowy elektrowni atomowej jest bardzo wysoki, ale za to energia jest najtańsza. Rząd Tuska oszacował koszty budowy elektrowni atomowej pod ich rządami i to będzie jedna z najdroższych elektrowni atomowych NA ŚWIECIE i prognozowana cena energii z tej elektrowni jest kilkadziesiąt procent wyższa niż z obecnie działających elektrowni w Polsce. Wliczając “ekologiczny podatek” z UE, który niedługo zostanie porzucony przez Francję i Niemcy. Oczywiście koszty budowy elektrowni atomowej w trakcie budowy bardzo rosną do czasu oddania.
    Francuskie nuclear sharing w zamian za podwyżkę cen prądu w Polsce o 100 – 200 % będzie polegało na tym, że Prezydent Francji wyda polecenie, żeby francuskie samoloty z bombami “A” poleciały na ćwiczenia w Polsce w dniach 1-15 lipca, po czym wrócą do Francji. Nowym Prezydentem Francji za rok spokojnie może być jakiś podopieczny Le Pen.

    Uważam że Polska powinna militarnie bardzo się zbliżyć do Francji, ale nie kosztem US Army, wręcz przeciwnie. Francja powinna być naszym strategicznym sojusznikiem w UE.

  2. Nuclear sharing to program NATO, w ramach którego państwa niedysponujące własną bronią jądrową uczestniczą w planowaniu i przygotowaniach do użycia amerykańskiej broni jądrowej rozmieszczonej na ich terytorium. USA zachowują pełną kontrolę nad głowicami, a sojusznicy zapewniają samoloty i personel do ich przenoszenia w ramach odstraszania.
    Czyli kraj goszczący ponosi wszystkie koszty i konsekwencje a nie ma nic do powiedzenia w kwestii użycia. No po prostu szał w trampkach, taki ten program jest “cenny” dla goszczącego…