Po „zwycięskiej porażce” w 2023 roku, PiS kompletnie nie potrafi się odnaleźć i popełnia całą serię błędów, które przekładają się na wyniki sondaży. Nie od dziś wiadomo, że publikowanie sondaży to gra polityczna i w dużej mierze kreowanie, a nie odzwierciedlanie nastrojów społecznych, ale nawet z tą poprawką gołym okiem widać, że największa partia opozycyjna tonie. W czasach świetności PiS uzyskał rekordowy wynik 43,59 proc. i co więcej dokonał tego po czterech latach rządów. Dziś najnowszy sondaż IBRIS dla Wirtualnej Polski obciął poparcie dla PiS do 22,7 proc, czyli niemal równo o połowę, jeśli porównać ten „słupek” do rekordu z 2019 roku.
W ostatnich wyborach parlamentarnych PiS uzyskało 35,38 proc., oznacza to, że w dwa lata poparcie spadło o blisko 13 proc. Jak na tle tych faktów, wygląda ambitna deklaracja Jarosława Kaczyńskiego, w której pojawiło się 40 proc. głosów Polaków? Oczywiście wygląda groteskowo, bo tak też wygląda cała partia skupiona na wewnętrznych wojenkach przenoszonych na forum publiczne. Przyczyn gwałtowanego zjazdu PiS poszukuje wielu analityków, w zależności od osobistych preferencji wskazują na poszczególne frakcje i błędy kojarzone z tymi frakcjami. Jedni piszą i mówią o „Ziobrystach” i Funduszu Sprawiedliwości zamienionym w prywatny folwark służący „Solidarnej Polsce” do rozdawania kiełbasy wyborczej. Drudzy przekonują, że to miękka polityka Mateusza Morawieckiego wobec UE i Ukrainy, jak również fatalne błędy popełnione w czasie „pandemii” i wdrażania „polskiego ładu”, to główne przyczyny porażki.
Nie brakuje także i takich opinii, że to „piątka dla zwierząt” zapoczątkowała kryzys i sam Jarosław Kaczyński zamienił PiS z partii prawicowej w partię centrową. Wszyscy mają rację i nikt nie ma racji, ponieważ to nie jedna przyczyna i nie jedna frakcja, ale wiele przyczyn i wszystkie frakcje z liderem Jarosławem Kaczyńskim topią PiS. Gdy się przegrywa wybory to jeszcze nie jest koniec świata, pod warunkiem, że zostaną wskazane i naprawione błędy, ale jeśli ten niezbędny proces zostanie pominięty, to skutki zawsze są takie same i właśnie je widzimy nie w jednym, tylko w całej serii sondaży. Sypie się wszystko w PiS, nie da się bronić tego, co zrobił Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski, ale i Mateusz Morawiecki ze swoją ekipą ciągną za sobą rozmaite „zielone łady”. Jednak największym obciążeniem dla partii jest jej lider Jarosław Kaczyński.
Przez długi czas zwolennicy i przeciwnicy PiS w jednym byli zgodni, że Jarosław Kaczyński to PiS, a PiS to Jarosław Kaczyński. Rzeczywiście tak było, jednak od co najmniej 3 lat już nie jest i nie chodzi wyłącznie o to, że lider partii skutecznie odstrasza wyborców, ale również o to, że stracił autorytet w partyjnych szeregach. Prezes partii, który nie ma posłuchu ani wśród elektoratu, ani wśród działaczy, nie jest w stanie skutecznie walczyć o zwycięstwo. Zresztą Jarosław Kaczyński tak naprawdę od zawsze był największą siłą PiS i jednocześnie słabością, co udowodniły wybory w 2015 roku, kiedy to strategicznie Kaczyński usunął się na drugi plan i między innymi dlatego Beata Szydło poprowadziła dwie zwycięskie kampanie.
Średnio uzdolniony polityk powinien zauważyć w jakim kierunku należy pójść, aby odzyskać przynajmniej ten poziom społecznego poparcia, jakie miało PiS w 2015 roku, a poszukiwanie wymyślnych recept nie ma większego sensu i w dodatku pogłębia kryzys. Recepta jest „oczywistą oczywistością”, czas Jarosława Kaczyńskiego się skończył i jeśli nie odda partii młodszemu następcy z czystą kartą, to zniszczy dzieło swojego życia. O ile jakimś cudem udałoby się prezesa do tego przekonać, to nie mniejszym wyzwaniem jest wskazanie następcy, bo to musiałby być drugi Karol Nawrocki. Ostatni element tej arcytrudnej układanki to rozliczenie się z przeszłością i zbudowanie nowej, atrakcyjnej oferty dla Polski, na obraz i podobieństwo tej z 2015 roku. Innej recepty nie ma i nie będzie, natomiast alternatywą jest rozpad PiS i to w takich mękach, jakie teraz przeżywa Polska 2050.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!









Otwieram internet i nie widzę dokąd PiS idzie. Trudno wskoczyć do pochodu.
Nie dziwi niemiecki Onet, wywoływanie wrogości wśród Polaków wobec Ameryki, za naruszanie naszej suwerenności i próbę narzucenia praworządności, przypadkowym przypadkiem w czasie kiedy Niemcy idą na zwarcie z USA.
Merz rości sobie prawo do “przywództwa Niemiec w Europie”.
• “Europejską Deklaracją Niepodległości” nazywa wystąpienie Merza na otwarcie Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa tygodnik “Die Zeit”
• Kanclerz Merz wezwał Niemcy do przejęcia władzy w polityce zagranicznej — czytamy w “Tagesspieglu”
• Merz nie zamierza dłużej tolerować tego, co robi Ameryka — pisze “Der Spiegel”
• Merz krytykuje w niemieckiej polityce “zbyt wiele moralności, a zbyt mało strategii”. Szuka nowych partnerów, którzy nie muszą być “kryształowymi demokratami”. Pierwszą partnerką jest Giorgia Meloni — postfaszystka, ale w niemieckim rządzie nikogo to już nie obchodzi — ocenia “Die Zeit”. W Monachium Merz nakreślił kontury nowej niemieckiej “Realpolitik”. Kanclerz musi udowodnić, że potrafi wypełnić swoje ambicje przywódcze życiem.
• Kanclerz chce nowego, naturalnego podejścia swojego kraju do władzy w świecie. Domaga się cenzury zwracając uwagę, że nie tylko za dużo władzy, ale i zbyt mało władzy zagraża wolności.
• Merz otwarcie ogłosił zerwanie w relacjach transatlantyckich — “Pomiędzy Europą a Stanami Zjednoczonymi powstała przepaść”.
• “Kanclerz rozpoczął emancypację od USA. Zakończy się ona powodzeniem tylko wtedy, jeśli gospodarcza siła Europy przekształci się w siłę militarną i polityczną jedność” — pisze największy niemiecki dziennik kół gospodarczych.