Wczorajsza ofensywa prezydenta Karola Nawrockiego, przy udziale prezesa NBP Adama Glapińskiego, wywoła prawdziwy popłoch, a prawdę mówiąc należałoby użyć mocniejszego określenia odnoszącego się do niekontrolowanej czynności fizjologicznej. O kredycie denominowanym w euro, który propagandowo został nazwany „bezpieczeństwem”, mówi się w Polsce od wielu tygodni i do wczoraj padały rozmaite argumenty przeplatane z niedorzecznościami. Po oświadczeniu prezydenta i szefa NBP weszliśmy w nową erę „myśli ekonomicznej” i tu zaczyna się prawdziwa zabawa, ale żeby się dobrze bawić najpierw trzeba przedstawić podstawowe fakty.
SAFE proponowana przez UE to długoterminowa pożyczka na 3% w skali roku, którą Polska spłaci za 45 lat. Założenia tego kredytu są identyczne, jak w przypadku tak zwanych kredytów frankowych, w tej chwili masowo uznawanych przez sądy za nieważne, ponieważ banki w umowach zawierały tak zwane klauzule abuzywne. Tłumacząc to język zrozumiały dla wszystkich, banki z wykorzystaniem wiedzy własnej i niewiedzy konsumenta umieszczały w umowach niedozwolone prawem zapisy, co więcej główny zarzut dotyczył ryzyka związanego z kursem walut, czego kredytobiorca ani nie mógł przewidzieć, ani w żaden sposób temu zapobiec. Tymczasem klienci byli przez banki powielokroć zapewniani, że ryzyko jest minimalne z uwagi na to, że frank szwajcarski to najbardziej stabilna waluta na świecie.
W tym zakresie identycznie wygląda konstrukcja SAFE i wszystkie „zapewnienia bankowe” płynące nie tylko ze strony kredytobiorcy, czyli UE, ale i ze strony polskiego rządu. Różnica jest taka, że UE dodatkowo uzależnia kredytowanie od tego, czy Polska będzie ściśle realizować zalecenia dotyczące samych zakupów i terminów, a do tego Polacy muszą wybierać właściwych polityków na stanowiska rządowych, co nazwano „przestrzeganiem praworządności”. Z tych wieli innych powodów prezydenta Karol Nawrocki proponuje ine rozwiązanie i jest nim kredyt 0% w złotówkach. Na starcie może to budzić podejrzenia, bo każdy klient, który choć raz kupował coś na raty, szybko się przekonał, jak takie kredyty w rzeczywistości działają. Jednak w tym przypadku mamy do czynienia z zupełnie innymi gwarancjami niż dają banki komercyjne, w datku są to gwarancje obustronne.
Po pierwsze konstytucja zabrania NBP przekazywania rezerw, inaczej zgromadzonych środków, do budżetu państwa, po drugie NBP musi przekazywać do budżetu wypracowane zyski. Chociaż prezes Adam Glapiński jedynie zarysował na jakich zasadach NBP może wesprzeć modernizację polskiej armii, to model finansowania jest oczywisty. NBP generuje zysk ze zgromadzonych rezerw i przekazuje go rządowi na zakupy dla wojska. Nie ma tu też żadnych odsetek, bo takich NBP od rządu pobierać nie może, naturalnie wymaga to uszczuplenia rezerw, ale te są liczone na bilion złotych, nie na 185 miliardów potrzebnych dla wojska.
Z tych dwóch propozycji nawet laik, jeśli tylko nie jest politycznie zaczadzony, z zamkniętymi oczami wskaże lepsze warunki finansowania. Zaczadzonych politycznie jednak nie brakuje i dlatego w gęstych oparach zaczadzenia narodziły się dwie nowe „doktryny ekonomiczne”, a w rzeczywistości rachunkowe absurdy firmowane przez dyżurnych ekspertów:
1. Kredyt w euro na 3% jest bezpieczniejszy od kredytu w złotych na 0%.
2. Zawsze pożyczaj od Grubego Olo na mieście, nigdy od babci.
Poważnie rzecz traktując, taka odpowiedź na propozycję prezydenta Karola Nawrockiego jest niczym innym, jak wywieszeniem białej flagi ze strony przeciwników politycznych, a nie ekonomistów. Głosiciele tych herezji może nie są wybitnymi intelektualistami, chociaż za takich się uważają, ale z pewnością potrafią odróżnić 3 od 0 i babcię od Grubego Olo. Bezpieczeństwo militarne powinno i wręcz musi być budowane na bezpieczeństwie finansowym i te dwa podstawowe wymogi spełnia propozycja Polski.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!









W punkt!