Foto: Screen YouTube

Jest to jedna z tych historii, której nie stworzyłby najwybitniejszy pisarz, czy scenarzysta, ale jeśli uwzględnimy, kto w niej brał udział, to wszystko staje się bardziej oczywiste niż się wydaje. Tłem dla tej opowieści naszpikowanej znanymi nazwiskami i postaciami był niedzielny występ młodego rapera, niejakiego Maty, czyli Michała Matczaka, syna znanego celebryty prawnego Marcina Matczaka. Podczas playbackowych popisów „artysty” doszło do znieważenia Prezydenta RP i ten incydent szeroko komentowała prawicowa cześć politycznego Internetu.

Do dyskusji włączył się też młody polityk PiS Oskar Szafarowicz i tu napięcie zaczyna rosnąć, ale nie z powodu bieżących wydarzeń, tylko szkolnych wspomnień. Okazało się, że Szafarowicz i Matczak chodzili do tego samego elitarnego LO im. Stefana Batorego, gdzie zaczynali swoją przygodę z polityką, przynajmniej tak wynika z relacji młodego aktywisty PiS, która natychmiast została uzupełniona przez innego absolwenta.

Z przytoczonej wymiany zdań wypływają same smaczki idealnie wpisujące się w charakterystykę dorosłych postaci i ich latorośli. Marcin Matczak zasłynął ostrą krytyką reform wymiaru sprawiedliwości, setki razy zarzucał twórcom reform łamanie konstytucji i czynił to w absurdalny sposób, pozbawiony podstawy prawnej. Podobnie jak wiele innych „autorytetów” prawnych, Matczak twierdził także, że powołani przez nową KRS „neosędziowie” nie istnieją, a ich orzeczenia nie występują w obiegu prawnym. Jeśli umieścimy te niedorzeczne wykładnie w kontekście wyborów samorządowych z udziałem syna Matczaka, to inaczej niż „neokandydatem” Michała Maty Matczaka nazwać nie sposób. Mając na uwadze niezwykłą pryncypialność ojca Michała, aż trudno uwierzyć, że w rodzinnym domu nie została przeprowadzona analiza kazusu ucznia, prawomocnie ukaranego za naganne zachowanie, co wyklucza jego udział w wyborach samorządowych.

Wątek dopisany przez szkolnego kolegę Oskara Szafarowicza brzmi jeszcze bardziej sensacyjnie, ale jednocześnie banalnie. Bezpośrednią rywalką Michała Matczaka miała być Giertychówna, córka innego prawnika celebryty, który ma w swoim życiorysie sporo kompromitujących wątków. Roman Giertych zaczynał jako szef Młodzieży Wszechpolskiej, później pod patronatem ojca Tadeusza Rydzyka stanął na czele Ligi Polskich Rodzin. W 2005 roku wszedł w koalicję z PiS dzięki czemu został ministrem edukacji i wicepremierem. W 2007 roku dokonał spektakularnej wolty i z „prawicowego oszołoma” stał się „Europejczykiem”, co popchnęło jego karierę wziętego adwokata na sam szczyt warszawskiej palestry. Giertych nie zapomniał jednak o tym, że to prezes PiS na wiele lat wyeliminował do z polityki, dlatego przez cały czas usiłował się mścić.

W realizacji tego planu pomagali mu skompromitowani politycy i biznesmeni, co wpędziło Romana Giertycha w potężne problemy z prawem, ale uciekł przed nimi do Włoch i wrócił dopiero wtedy, gdy uzyskał immunitet poselski. Od tego momentu widzieliśmy nie tylko mecenasa, ale i posła uczestniczącego w całym szeregu akcji uderzających w przeciwników politycznych, a chyba najgłośniejszą z nich było podważanie wyników wyborów prezydenckich, czym się Giertych widowiskowo skompromitował. O ile prawdą jest, że to nie była pierwsza taka kompromitacja, gdyż tę mecenas zaliczył przy szkolnych wyborach samorządowych swojej córki, to rodzina Matczaków może odetchnąć z ulgą, bo poziom żenady wyznaczony przez rodzinę Giertychów jest nie do pobicia.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!