W polityce próżno szukać estetyki, a wśród polityków etyki, ale Maciej Lasek to przypadek szczególny, który wyróżnia się na jednym i drugim polu całkowitą pustką. Karierę polityczną zaczynał jako „apolityczny” szef zespołu przy premierze Donaldzie Tusku ds. wyjaśniania opinii publicznej okoliczności katastrofy smoleńskiej. Stanowisko objął zaraz po tym, jak rosyjska komisja MAK ogłosiła haniebny i propagandowy raport o przyczynach katastrofy smoleńskiej. Konkluzja raportu była typowa dla rosyjskiej propagandy, ale też pokrywała się w 100 proc. ze skandalicznymi „happeningami” Janusza Palikota, człowieka Tuska od brudnej roboty.
W 2012 roku Lasek został powołany na przewodniczącego Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych i dalej to już poszło z górki. W 2018 roku za zasługi na polu walki z „sektą smoleńską” otrzymał miejsce na samorządowej liście Platformy Obywatelskiej, obecnie Koalicja Obywatelska i uzyskał mandat radnego sejmiku mazowieckiego VI kadencji, jednocześnie został zastępcą burmistrza warszawskiej dzielnicy Bemowo. Następny etap „apolitycznej” kariery to szczebel centralny. Po wyborach w 2019 roku dostał się do Sejmu z ramienia KO i zaraz potem zapisał się do Platformy Obywatelskiej. Cztery lata później powtórzył ten sukces, między innymi dlatego, że budował swoją kampanię wyborczą na krytyce flagowego projektu PiS, jakim był Centralny Port Komunikacyjny. Maciej Lasek nie hamletyzował i nie owijał w bawełnę, ale wprost krzyczał na wiecach i w mediach, że CPK to projekt megalomański, bezsensowny i zagrażający mieszkańcom wielu miejscowości.
Dwa miesiące po wyborach ten sam Maciej Lasek z dokładnie takim samym przesłaniem został pełnomocnikiem rządu do spraw Centralnego Portu Komunikacyjnego, dodatkowo dostał fotel sekretarza stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, by w lipcu 2024 roku przesiąść się na fotel w Ministerstwie Infrastruktury. Od pierwszej chwili działalność pełnomocnika Macieja Laska wyglądała jak jedna wielka katastrofa. Początkowo w kółko powtarzał, że CPK jest projektem abstrakcyjnym, a udowodnić to miały audyty. Wydawało się, że na polityczne zlecenie każdy audyt da się przeprowadzić, jednak Maciejowi Laskowi i to się nie udało. Pod olbrzymią presją opinii publicznej Donald Tusk nagle zmienił kurs i za nim oczywiście podążył Lasek. Rządowi propagandziści przestali mówić o megalomanii i przeistoczyli się w polskich patriotów z narodowymi ambicjami.
Szczytowym osiągnięciem nowej kampanii marketingowej było przemalowanie szyldu z Centralnego Portu Komunikacyjnego na Port Polska, ale i ten najprostszy z możliwych manewrów zakończył się pełnym blamażem. Formalnie i prawnie CPK nadal istnieje, ponieważ zmiana nazwy wymaga nowelizacji ustawy, a tej nie przeprowadzono. Przez ponad dwa lata Maciej Lasek na przemian zajmował się sabotowaniem i ośmieszaniem CPK, w efekcie końcowym najbardziej sam się ośmieszył i ostatecznie przegrał wszystko. Dziś Donald Tusk zdymisjonował „apolitycznego” sabotażystę, który dla CPK nie zrobił absolutnie nic pożytecznego, za to można i trzeba mu przypisać długą listę szkód, za co rzecz jasna nie odpowie, przynajmniej do końca kadencji.
Takich karier widzieliśmy sporo i one są do bólu powtarzalne, różnią się jedynie skalą bezczelności, hipokryzji i pozyskanych korzyści. Tysiące tomów spisano z czego to wynika, ale jak zwykle generalnym problemem jest „materiał ludzki”. Decydenci nieustannie prowadzą selekcję negatywną, której celem jest dobór wiernych i dyspozycyjnych: prezesów, członków zarządu, dyrektorów, ekspertów i opiniotwórców. Wielu tak zwanych niezależnych fachowców, po zderzeniu z polityką traci rozum i kręgosłup moralny, ale Maciej Lasek niczego nie stracił, bo do polityki przyszedł z niczym i teraz jeszcze musi oddać najcenniejsze łupy.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!









Wygląda na to że ko może dostać bęcka od swoich koalicjantów, którzy łapią wiatr w żagle i chcą odzyskać teren…