Jedyna dobra wiadomość dla polityków i wyborców PiS jest taka, że dziś odbyła się premiera ostatniego odcinka tragikomedii pod tytułem „Solidarność w PiS”. Prezes Jarosław Kaczyński wyszedł na konferencję “rozłamową” i w pierwszych słowach wyraził… radość. Wprawdzie radość odnosiła się licznej grupy dziennikarzy, jaka się na konferencji pojawiała, ale to i tak znamienna dwuznaczność, która doskonale podsumowuje zarówno intencje prezesa, jak i cały spektakl, a on tylko teoretycznie się zakończył. W praktyce i codzienności jeszcze długo będziemy obserwować wielką fetę na stypie i wzajemnych „wyrazów sympatii” ze strony pozostających “maślarzy” oraz wyrzuconych “harcerzy” też z pewnością nie zabraknie.
Zgodzić się trzeba, że od dłuższego czasu coś wisiało w powietrzu i chemia pomiędzy frakcjami dawno zniknęła, o ile w ogóle istniała. Gdy poziom kwasów we wzajemnych relacjach osiąga punkt krytyczny, rozstrzygnięcie może być tylko jedno i jest nim rozstanie. Przenosząc aktywność polityczną na ludzkie sprawy, na pierwszym planie pojawia się analogia do rozwodu i jak wiadomo rozwieść się można na dwa sposoby. Pierwszy to porozumienie stron, bez wskazania winy, co w konsekwencji ułatwia podziała ruchomości i nieruchomości. Takie rozwody są „lubiane” przez sądy i w odbiorze społecznym akceptowane, skoro już do nich doszło. Drugi sposób sieje powszechne spustoszenie i zgorszenie, bo oparty jest na nienawiści, konflikcie, bitwie o każdą krzywdę, krzesło i nawet widelec. Jarosław Kaczyński i całe PiS wybrało ten drugi sposób, co poniosło za sobą cały szereg konsekwencji.
Publicystyka napakowana jest odniesieniami do klasyki komedii i absurdalnego humoru, najczęściej eksploatowani są: Stanisław Bareja, Monty Python i Sławomir Mrożek. Przy całym szacunku dla tych wybitnych twórców, chyba żaden z nich nie byłby w stanie napisać takiego scenariusza, w którym prezes PiS Jarosław Kaczyński podpisuje „lojalkę”, że będzie wierny partii PiS. A gdyby nawet wpadli na tę szaloną myśl, pewnie nie przewidzieliby, że otoczenie prezesa zrobi z tego skeczu generalny przekaz i symbol poważnego podejścia do polityki. Komediowy talent polityków PiS jest praktycznie nieograniczony i przerasta klasyków tego gatunku, ale istnieją pewne różnice. Politycy PiS nie tyle są autorami, co bohaterami skeczów produkowanych spontanicznie, bez żadnej kalkulacji odnoszącej się do realizacji politycznych celów.
PiS zredukowane do poziomu „tłustych kotów” swoimi wygłupami sympatii i wiernych odbiorców, czytaj wyborców, na pewno nie zyska. Zresztą to, co jest silą artystów nie może być siłą polityków. Artyści mogą sobie pozwolić na wiele, nie muszą zachowywać grupowej dyscypliny, a i samodyscypliną rzadko się wykazują. Gdy partia i członkowie partii zafundują sobie taki komfort i fanaberię, kończą jak PiS. Bez dyscypliny i podporządkowania się nadrzędnemu celowi, żadna partia nie odniesie sukcesu. PiS od początku swojego istnienia zawsze miał jasno zdefiniowany cel i było nim zdobycie lub utrzymanie władzy. Kilkukrotnie to się powiodło, właśnie dzięki dyscyplinie i determinacji, ale teraz wszystko się zmieniło, dlatego o kolejnych sukcesach nie warto wspominać.
Przede wszystkim zmienił się cel lidera PiS i jest nim utrzymanie władzy, ale tej partyjnej. Jarosław Kaczyński na drodze do tego celu uświęci każdy środek, łącznie z pogrzebaniem nadziei na odebranie władzy Donaldowi Tuskowi. Ba! Choćby PiS miał zostać pogrzebany, to prezes stanowiska nie odda. W tym miejscu kończy się komedia i zaczyna tragedia, taka antyczna, w której syn współżyje z matką, brat zabija brata, a władcy tracą rozum dla białogłowy i pogrążają imperia. Od komedii do tragedii wiedzie tak krótka droga, jak od miłości do nienawiści i Jarosław Kaczyński przebiegł tę trasę w sprinterskim tempie, pomimo kontuzji kolana.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!









Marny i nieobiektywny tekst. Zdecydowanie dużo więcej oczekiwałem od autora, który jednak potrafi napisać coś co jest choćby z pozoru obiektywne a nie tylko insynuacje i śmieszne porównywanie do jakichś rozwodów. Partia to nie małżeństwo, które można unieważnić w sądzie a tym bardziej jeśli jeden członek partii zachorował na przejęcie władzy w niej i oficjalnie dążył do jej podziału. Nie ma możliwości w jakiejkolwiek partii aby dokonać dobrowolnego podziału jeśli komuś zachciało się być prezesem bo przy takim podziale również ulegałyby podziałowi marne środki finansowe pochodzące z budżetu a na to nikt przy zdrowych zmysłach nie zgodzi się tym bardziej, że rządzący okradli PiS w ramach próby likwidacji tej partii. Kaczyński postąpił z separatystami prawidłowo i powinien już dawno to zrobić ale mimo to dobrze,że stało się to w sezonie ogórkowym.Ja na miejscu Kaczyńskiego nie wyrzucałbym ich z PiS-u ale doprowadziłbym do tego,że swoje nazwiska zobaczyliby na listach wyborczych tak jak swoje uszy bez lustra. Już widać, że Morawiecki przegrał z Kaczyńskim i teraz musi wypić to piwo, które naważył i zobaczymy co będzie dalej bo na dzisiaj to PiS był jak furmanka,którą jedna chabeta ciągnie do przodu a druga do tyłu. I nie za wszystko należy obwiniać prezesa bo też nie wszystko od niego zależy ale towarzysze z Konfederacji już zaczynają ujadać na PiS i pouczać akurat ci,którzy wszystko chcą “prywatyzować” również służbę zdrowia a mnie jako obywatelowi płacącemu składki zdrowotne proponują “bon zdrowotny” w wys 4 tys. zł chyba tylko dla jaj bo nawet na waciki nie starczyłoby. Spsiała ta polityka i wszyscy ambitnie pracują na drugą kadencję tych okupantów,szaleńców i opętanych pętaków ,którzy napadli w październiku 2023r na Polskę i ją okupują.