Dawid Kacprzyk to młody 28-letni lekarz, zbyt młody, żeby posiadać specjalizację, ale jak się okazało jego kompetencje i doświadczanie wyceniono na 1,6 miliona złotych rocznie. Takie wynagrodzenie pan Dawid miał pobierać jako koordynator SOR-u w Warszawskim Szpitalu Południowym, chociaż przepisy zabraniają zatrudnienia lekarzy bez specjalizacji na tak odpowiedzialnym stanowisku. Co sprawiło, że pomimo przeszkód formalnych i racjonalnych, kariera Dawida Kasprzyka rozwinęła się w tak błyskawiczny i efektowny sposób? Najczęstszym rozwiązaniem tej zagadki, pojawiającym się w komentarzach medialnych i internetowych, jest partyjna legitymacja Koalicji Obywatelskiej.
Dawid Kasprzyk okazał się współczesnym człowiekiem renesansu z organizmem Supermana, dlatego był w stanie dyżurować w szpitalu po 11 godzin na dobę i jeszcze pełnić obowiązki warszawskiego radnego. I pewnie cieszyłby się jeszcze długo swoją pozycją zawodową oraz politycznym statusem, gdyby cała afera nie trafiła do mediów. Gdy sprawa staje się medialna, to wszystko natychmiast nabiera zupełnie innego znaczenia i tempa. W ciągu kilku dni Dawid Kacprzyk stracił legitymację KO i to nie jedyna błyskawiczna reakcja. Nagle obudził się też prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, który zapowiedział kontrole w stołecznych szpitalach. Takie sam przebudzenie nastąpiło w Naczelnej Izbie Lekarskiej i wszystko wskazuje, że młody lekarz nie tylko straci zatrudnienie, ale wraz z pracodawcami poniesie konsekwencje, co najmniej dyscyplinarne, jeśli nie karne.
Takie surowe reakcje pod publiczkę, to klasyczne gaszenie pożaru, przy jednoczesnym zamiataniu generalnego problemu pod dywan. Przewortnie można ocenić, że SOR w Warszawskim Szpitalu Południowym miał sporo szczęścia przy rekrutacji, bo nie wszystkie placówki mogą się pochwalić skutecznością przy zatrudnianiu. W 2025 roku pojawiła się oferta pracy dla lekarza medycyny ratunkowej w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej. Szpital był gotów wyłożyć 108 tys. zł miesięcznie, a jednak chętnych nie znalazł. 108 tys. zł miesięcznie, to prawie tyle, co 1,6 miliona zł rocznie, czy zatem bielska placówka po latach poszukiwań skontaktuje się z panem Dawidem Kacprzykiem i zaproponuje mu pracę? Nic takiego oczywiście nie nastąpi, bo jak jedna sprawa staje się medialna, to w cała reszta spraw przestaje mieć znaczenie.
Połączenie braku doświadczenia, specjalizacji i młodego wieku z partyjną legitymacją, to są warunki idealne, ale dla początkujących karierowiczów. Za 5, góra 10 lat Dawid Kacprzyk wyśmiałby dyrekcję Warszawskiego Szpitala Południowego i każdego innego szpitala, gdyby dostał ofertę na takim samym poziomie. Z kolei w Bielsku-Białej nie pojawił się żaden chętny do pracy, bo chory jest cały system zatrudniania i wynagradzania lekarzy. Nikt nie będzie się pchał na najbardziej ciężki oddział, z olbrzymią odpowiedzialnością, skoro może odbębnić w szpitalu swoje 8 godzin za połowę tej stawki i resztę dorobić w gabinecie albo w prywatnych klinikach i przychodniach. Przez dłuższy czas eksperci i środowiska medyczne krzyczały, że zarobki w tym istotnym społecznie segmencie gospodarki są skandalicznie niskie, co właściwie nigdy nie było prawdą.
Teraz coraz częściej podnoszone są głosy, że problem jest dokładnie odwrotny, a zarobki lekarzy są wręcz absurdalnie wysokie i w żaden sposób nie łączą się z jakością pracy, szczególnie na SOR-ach. Bulwersująca kariera politycznego kombinatora Dawida Kasprzyka to nie jest incydent i chociaż nie ma kogo bronić, to ta spektakularna seria surowych reakcji niczego nie zmieni w ciężko chorym systemie. Politycy, a już na pewno politycy w tym rządzie, nie odważą się ruszyć zarobków lekarzy i poza tym jednym fajerwerkiem polityczno-medialnym, niczego więcej nie zobaczymy. W ciemno można założyć, że takich umów i to nie z SOR, ale z innymi oddziałami szpitalnymi jest w Polsce znacznie więcej i przecież muszą o tym widzieć władze samorządowe i centralne, ale nic z tym nie robią i nie zrobią.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!









To prawda, sam miałem w tym roku sytuację kiedy młodziutkiej lekarce przed specjalizacja nie chciało się przytulić 100 zł na rękę za 10 minut pracy.
Największa głupota jaka możemy zrobić to zgodzić się na deportacje do Ukrainy Ukraincow do ich armii, a my tracimy pracowników.