Foto: Adam Chełstowski / Forum

Donald Tusk jest beznadziejnym premierem i kłamcą, który jest w stanie siebie samego oszukać, ale coraz trudniej mu idzie z Polakami. W takich warunkach rząd Tuska już dawno powinien upaść razem z „koalicją 13 grudnia”, ale tak się nie dzieje, bo Tusk ma niesamowite szczęście w postaci beznadziejnej i skłóconej prawicowej opozycji. Wymiana żenujących inwektyw i oskarżeń pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim i Sławomirem Mentzenem nabrała takiego tempa, że obaj dostali zadyszki, a wskazanie kto bardziej odpowiada za wszczęcie i kontynuowanie tej jałowej wojny, przerosłoby króla Salomona.

W ostatniej rozmowie na antenie Polsat News Sławomir Mentzen przekroczył kolejną granicę i jak zwykło się mówić: „nie gryzł się w język”. Do „gangstera” odpowiedzialnego za samobójstwo Andrzeja Leppera dołączyły dwa kolejne określenia:

Oczywiście, że tak. Jarosław Kaczyński jest nie tylko kłamcą, ale i chamem i wykorzystuje moją chorobę do uderzania we mnie powiedział Sławomir Mentzen w programie „Polityczny WF”.

Lider Konfederacji nawiązał w ten osobliwy sposób do wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, która najwyraźniej boleśnie go dotknęła:

Racjonalni ludzie, jako tako wychowani, nie rzucający całkowicie nieprawdziwych oskarżeń, na przykład takich, że ja kogoś oszukiwałem, czy że jestem gangsterem, mogą ze sobą rozmawiać. (…) Ale jeżeli ktoś cierpi na jakieś niedostatki, to jednak powinien najpierw się doprowadzić do dobrego stanu, a dopiero później przejść do polityki, a jeżeli to niemożliwe, to trudno. Ja niestety też nie mogłem zostać koszykarzem, a marzyłem o tym. 

Przywołana wypowiedź z pewnością jest złośliwa i sarkastyczna, ale trudno się w niej doszukać aluzji do choroby Sławomira Mentzena. „Niedostatki” jednoznacznie odnoszą się do absurdalnych zarzutów Mentzena i chociaż nie da się wykluczyć, że prezes PiS w swojej ripoście umieścił aluzję do zdrowotnej przypadłości oponenta, to trzeba się bardzo wysilić lub być przewrażliwionym, żeby tę aluzję dostrzec. Za to nie ma najmniejszych wątpliwości, że zarówno Jarosław Kaczyński jaki i cały obóz polityczny razem z wyborcami wielokrotnie traktowali Konfederację wyzwiskiem „ruskie onuce” i równie często zarzucają kolaborację z Donaldem Tuskiem.

Czy w takich warunkach możliwe jest zawarcie koalicji albo chociaż jakiegokolwiek porozumienia? Pytanie wydaje się retoryczne, tym bardziej, że warunki wstępne do porozumienia, które stawiają obie strony są abstrakcyjne. Sławomir Mentzen nie wyklucza koalicji z PiS, ale bez udziału Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, z kolei Mariusz Błaszczak mówi, że Konfederacja będzie partnerem dla PiS, jak ze swoich szeregów wykluczy Mentzena i Bosaka. Wymiana „uprzejmości” i niedorzeczności nie ma końca i nic nie wskazuje, że taki koniec nastąpi. Taki stan rzeczy to jeden wielki prezent dla Donalda Tuska, który ma do dyspozycji całe mnóstwo tematów zastępczych przykrywających coraz większe porażki jego rządu.

PiS ma dość silną motywację, żeby ponownie przejąć władzę, bo jeśli tego nie zrobi to rzeczywiście połowa partii może skończyć za kratami, no i pragnienie zemsty też powinno determinować do działania. Konfederacja jest w zupełnie innym położeniu, politycy tej partii to wieczni opozycjoniści i czują się w tej roli doskonale. Wiadomo, że wszystkie partie antysystemowe kończą swój żywot polityczny, gdy „skalają” się rządzeniem. Sławomir Mentzen pewnie ma tę świadomość i dlatego gra w: „PiS PO jedno zło”. Całe nieszczęście polega jednak na tym, że tylko koalicja PiS i Konfederacji jest realną alternatywą dla „koalicji 13 grudnia”, ale najwyraźniej politycy prawicowi nie przejmują się losem Polski, tylko żyją swoim urażonym ego.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

1 KOMENTARZ

  1. Rok temu Jarosław Kaczyński i PiS poszli na Marsz Niepodległości, i choć Sławek walił w nich ostro, ani Kaczyński ani jego przydupasy nie reagowali. Potem w kampanii prezydenckiej, Sławek pojechał po Karolu Nawrockim, bredząc to co tusk, i wtedy ani sam Karol Nawrocki, ani jego sztab i PiS nie zareagowali, mało tego Karol Nawrocki poszedł do niego i podpisał mu jego deklarację mimo że ten jeszcze wtedy wyciągnął Mu ustawki.
    Stąd jest Moim zdaniem oczywisty wniosek że parafrazując Jerzego Struthra z “King Size” PiS i Kaczyński musi tak mocno kochać Sławka, aż ten nie będzie miał wyjścia by też pokochać PiS, jak brew sobie poparł (a właściwie jego wyborcy) Karola Nawrockiego.
    Pozdrawiam serdecznie
    Maksymilian Birski